OK! Magazine [2005]

Christinę Aguilerę, gdy planowała ślub z producentem Jordanem Bratmanem, zainspirował jej singiel z 1999 roku- „What a Girl Wants”. W jej głowie nie było wątpliwości- uroczystość w Napa Valley, w Californii, miała być trzy dniową imprezą, oraz eklektyczną mieszanką blasku, świetnych przyjaciół i staromodnych przysmaków (makaron z serem dla kogoś? [tradycyjna angielska zapiekanka, przyp. redakcja]). Nie myślcie jednak, że ona i Jordy- jak go nazywa- zrezygnowali z tradycji i romantyki przy planowaniu wesela 19 listopada.

Niezależnie od tego czy była to japońska tematyka ich próbnego obiadu, (18 listopad, w osławionym Auberge de Soleil) – Japonia to miejsce, gdzie Christina i Jordy się w sobie zakochali-czy naleganie Christiny, by przyszły mąż nie ujrzał jej w sukni przed stanięciem na ślubnym kobiercu, weekendowe wydarzenie było odbiciem miłości od pierwszego wejrzenia pary.

W przygotowaniach pomagał piosenkarce projektant ślubów gwiazd- Michael Gapinski, który doglądał też ceremonii Jennifer Aniston i Brada Pitta oraz Barbry Streisand i Jamesa Brolina. Celem było spełnienie marzeń Christiny i Jordana oraz utrzymanie wydarzenia w jak najbardziej intymnej i prywatnej formie. 125 bliskich przyjaciół i członków rodziny otrzymało ręcznie robione, opakowane w jedwabne pudełka udekorowane brokatem, skupiskami pereł, oraz sznurami jedwabnych różyczek. W środku, znajdowała się osobista wiadomości od pary, która odzwierciedlała ich wielkoduszność. Notatka głosiła:

„Podczas gdy świętujemy bogactwo życia i okoliczności, które pobłogosławiły nas w karierze i miłości, jesteśmy świadomi cierpienia, jakiego doznają ofiary huraganów Katrina i Rita. Najlepszym prezentem, jaki możesz nam dać jest pieniężna donacja na rzecz którejkolwiek z organizacji wspierających dotkniętych mieszkańców Nowego Orleanu- miasta bliskiego sercu każdego muzyka”.

Tutaj, w kolejnym ekskluzywnym, światowym wydaniu „OK”, ta wspaniała para dzieli się swymi pierwszymi chwilami, jako mąż i żona oraz intymnymi szczegółami z ich pamiętnego dnia.

CIEPŁE PRZYWITANIE

Christina i Jordan rozpoczęli ślubny weekend w czwartek wieczorem, podczas powitalnego przyjęcia w prywatnym,[utrzymanym] w eleganckim toskańskim stylu gospodarstwie w centrum Napa Valley.

Goście, z których większość zatrzymała się na weekend w niepozornym, acz luksusowym Auberge du Soleil, zostali przywitani specjalnym planem i koszykami z prezentami, które Christina przygotowała specjalnie dla nich. Pięknie udekorowane koszyczki zawierały zapachowe świece, filtr przeciwsłoneczny i dzienniczek, w którym przyjaciele mogli zanotować notatki i przemyślenia o spędzonym czasie. Jeśli goście mieli jakiekolwiek wątpliwości, co do rodzaju imprezy, jaka ich czekała, rozwiał je lek na kaca zawarty w powitalnej łubiance! O 7 wieczorem, wszyscy udali się do stylizowanej na europejską willi, gdzie sączyli mojito, szampana Veuve Clicquot i kilka najlepszych win z Napa. Pianista, z akompaniamentem zespołu jazzowego, utrzymywał żwawą, aczkolwiek intymną atmosferę. Aby utrzymać zabawną i nieformalną atmosferę wieczoru, papużki nierozłączki optowały za przystawkami, zamiast typowego obiadu przy stole. Goście cieszyli oczy smażonymi kalmarami, malutkimi tacos, kanapkami z tuńczykiem, ziemniaczkami, grillowanymi tostami z serem, kremem z homara, kubeczkami z sake gumbo oraz kromkami po francusku. Na deser, zaserwowano niewielki rożki z lodami. Cukrowej energii użyto potem, gdy DJ AM rozkręcił imprezę do wysokich obrotów, z pomocą energicznych, tanecznych utworów.

„PRÓBNY OBIAD”

Podczas próbnego obiadu w piątek, w Auberge du Soleil, motywem przewodnim był japoński dom herbaciany, wraz z szefami kuchni sushi, oraz gejszami. Jako że Japonia to ulubiony kraj Christiny i Jordana oraz miejsce gdzie ich miłości rozkwitła, chcieli podzielić się tą kulturą i zwyczajami ze swymi przyjaciółmi. Hamasaku- ich ulubiona restauracja w Los Angeles- zapewniła swego szefa kuchni, który poleciał do Napa, by współpracować z pierwszorzędnymi kucharzami Auberge i stworzyć menu zainspirowane Azją.

Krzesła zniżono, przez umyślne skrócenie ich nóg, a następnie powleczono białym jedwabiem z motywami czerwonych kwiatów fushsia, zaprojektowanym przez Kevina Lee z L.A. Premiere, który zajął się też kwiecistymi zdobieniami w dalszej części imprezy.

Stoły, które zostały nazwane od poszczególnych miejsc, miast, lub zwyczajów ważnych dla pary, pochodzących z Japonii, udekorowano kwitnącymi, aromatycznymi drzewami wiśni.

Gejsze, sprowadzone z Los Angeles, oferowały gościom drzewka życzeń, a potem zabawiały ich tańcami z wachlarzami i parasolami.

O muzykę zadbał japoński gracz koto, a potem najlepszy DJ z San Francisco. Pomieszczenie wypełniały japońskie symbole miłości i małżeństwa, specjalnie stworzone przez japońskiego mistrza kaligrafii. Róż, jeden z ulubionych kolorów Christiny, był najważniejszym motywem wieczoru. Sparowany z naturalnymi drewnami, czarnymi frędzlami oraz intensywnie czerwonymi kwiatami wprowadził świąteczną i romantyczną atmosferę do tego niezwykle osobistego i uczuciowego wieczoru. Christina i Jordan ponownie obdarowali gości, tym razem czerwono-czarno-różowym koszykiem dobroci, zawierającym orchidee, olejek do Kama Sutry oraz japońskie słodkości.

CEREMONIA ŚLUBNA

O 17.30, w prywatnej, otoczonej ścisłą tajemnicą winnicy w Napa Valley, wypożyczonej parze przez przyjaciół, Christina i Jordy wymienili osobiście napisane przysięgi. Żydowska ceremonia została przeprowadzona pod złoto-brązowym szyfonem oraz specjalnym baldachimem z ręcznie rzeźbionymi zdobieniami, wypełnionym ekstrawaganckimi girlandami z ziemnych hortensji, róż, lilii i bluszczu.

Christina miała na sobie lejące się, wykonane z białego jedwabiu, stylizowane na hiszpańskie welon i suknię, projektu Christiana Lacroixa. Gdy czternastoosobowa orkiestra zapewniła muzykę w tle, goście wkroczyli do niezwykłej, tradycyjnie wykonanej, gotyckiej świątyni ozdobionej ręcznie malowanymi filarami, witrażami w oknach, wypełnionej kościelnymi ławami i krzesłami, którą wzniesiono u szczytu basenu.

Procesję rozpoczynał Jordan w czarnej marynarce Diora i butach Christiana Louboutina. Za nim podążali jego rodzice- Gail i Jack Bratman. Potem mama Christiny, Shelley Kearns, główna druhna Rachel Aguilera, poboczne druhny Allison Azoff, Marcie Reily, Alex Bratman, Heather Holly oraz Steve Sollitto, wszystkie ubrane w suknie haute cauture z charmeuse z organtyną, podświetlone przez dziesięcio, lub piętnasto jardowe pozaplatane szyfony, zaprojektowane przez Kai Millę- żonę Stevie’go Wondera. Drużba i brat Jordana Josh, wszedł wraz z małym drużbą Mikey Kearnsem, a potem świadkowie pana młodego- Matt Tauber, Edgar Abrams, Carl Amorsino i Jaime Careathers.

Ashley Adams, osobisty asystent i przyjaciel Aguilery zamknął pochód wraz ze specjalnymi gośćmi- Stinky, Chewy i Koko- pieskami Christiny.

Podczas błyskotliwego momentu, chórek anielskich głosów odśpiewał „Morning Hymn”, z „The Sound Of Music”, jednego z ulubionych dzieł Christiny. Nagle, ściana odsunęła się i odsłoniła chór, harfiarza sprowadzonego z Pasadeny w Californii. W połowie „Hymnu”, dokładnie wtedy, gdy wszystkie serca były bliskie złamania, kolejna ściana rozpostarła się i wyłoniła się Christina. Sensacja popu była uosobieniem piękna, elegancji i gracji. Gdy kroczyła do ślubnego kobierca, akompaniowana przez chór, który śpiewał „Sunrise”- kolejny ulubiony kawałek- matka jej oraz Jordana, spotkały ją wpół drogi i doprowadziły do specjalnego baldachimu.

Rabin poprowadził ceremonię, para wspólnie dokonała jednoczącego podpalenia świecy, a chór wraz z orkiestrą wykonał „Ave Maria”.

Po tradycyjnym zbiciu szklanki i wymianie platynowych obrączek (stworzonych przez uznanego brytyjskiego jubilera, Stevena Webbstera, który zaprojektował też pięciokaratowy, platynowy pierścionek zaręczynowy z diamentem dla Christiny), świeżo poślubieni Pan i Pani Bratman, niemal tańcząc, zeszli radośnie z ołtarza.

JEDZENIE

Gdy każdy gość zajął swoje miejsce, wszystkich obdarowano menu z ręcznie robionego papieru, otoczone kryształowymi paciorkami. Imię każdego gościa wydrukowane zostało na kawałku welinu na górze, a w środku znajdowała się wykaligrafowana lista jedzenia. Aby pozostać w zgodzie z wizją Christiny i Jordana o domowym, komfortowym jedzeniu, Taste Catering z San Francisco, rozpoczął ucztę próbkami, a w tym: ulubioną zupą pomidorową piosenkarki, zupą z pieczonych ziemniaków z goździkowym serem oraz bisque z homara.

Następnie pojawiła się specjalnie dobrana zimowa sałatka z zieleniny ogrodowej, owoców persimmonu, kandyzowanych orzeszków i jadalnych nasion granatu. Potem goście mogli wybrać spośród dwóch dań: chrupiącego, pieczonego kurczaka i krótkich żeberek ze szpinakiem i fasolką.

Zgodnie z zamiłowaniem Christiny do rodzinnego stylu, zaserwowano też zapiekankę makaronowo-serową domowej roboty, utłuczone ziemniaki i plasterki cebuli.

Eleganckie wykończenie dla komfortowego jedzenia, stanowiły talerze z białej i platynowej porcelany oraz sztućce z masy perłowej. Luksusowe, ręcznie robione, przesadnie duże, francuskie serwetki, ograniczyły liczbę skapnięć i plam do minimum.

Desery zawierały trzy sorbety: z krwawej pomarańczy, kokosu oraz męczennicy jadalnej. Cukiernia z Napa Valley zadbała o wielowarstwowy tort weselny, udekorowany na szczycie czymś, na co nalegała Christina i Jordan- tradycyjnymi figurkami państwa młodych. Ciasto przyozdobiono białymi, srebrnymi, różowymi, zielonymi i kryształowymi koralikami. A smak? Aby zacytować menu, było to „czekoladowe, czekoladowe, czekoladowe, czekoladowe, czekoladowe ciasto”.

PROGRAM CEREMONII ŚLUBNEJ

Oprócz całodobowego świętowania, Christina i Jordan obdarowali gości wykaligrafowanymi, programami ceremonii ślubnej z ręczenie wykonanymi, papierowymi bukietami kwiatów, przewiązanymi na przodzie bladożółtymi i różowymi kokardami. Poza listą trzydniowych wydarzeń, książeczka zawierał jedną z piosenek Aguilery, którą napisała, gdy zakochała się w Jordym. Na ostatniej stronie, każdy gość zostało obdarowany jedyną w swoim rodzaju, haftowaną chusteczką do nosa. To ostatnie przydało się szczególnie podczas niesamowicie wypełnionej miłością i emocjonalnej ceremonii.

IMPREZA

Ze swym typowym romantycznym stylem i zamiłowanie do różu, Christina wybrała Billecart Salmon Brut Rose, znany szerzej, jako różowy szampan, by rozpocząć poślubne świętowanie. Kwartet latynoskich gitar wprawił imprezę w ruch. Główny namiot został udekorowany tak, by wyglądał jak magiczna, zimowa scena (to ulubiona pora roku Christiny) i przyciągał uwagę gości, gdy do niego wchodzili. Z eleganckimi, srebrnymi świecami emanującymi lśniącym światłem, kwiatami i dekoracjami o barwie bladożółtej, niebieskiej i opalizująco białej, miejsce to przeobraziło się w mroźną krainę cudów. Stoły pokryto szklistym, białym jedwabiem, szyfonowymi narzutami i sztucznym futrem. Krzesła przekształcono w sterty pluszu imitującego sztuczne futro, na których goście mogli się zarówno rozłożyć, jak i owinąć się w nie. Główna ozdoba zionęła różami, tulipanami i peoniami w subtelnych odcieniach bieli i została rozświetlona pokrytymi kryształem gałęziami brzozy i kwiatami hortensji. Lecz najbardziej niesamowitym i inspirującym elementem wieczoru była gałąź mącznicy, otulona bielą, przyozdobiona lśniącymi kryształami, oraz białymi i bladożółtymi kwiatami, które sprawiały wrażenie, jakby lodowe żyrandole zwisały nad każdym z trzynastu stolików. Rob Lewis i jego zespół, grupa podróżująca z Christiną, odpaliła muzykę na przyjęciu.

AFTERPARTY

Impreza nigdy nie będzie dobra, jeśli zaraz po niej nie wystąpi późne afterparty, które z załogą nocnych marków, pasjonatów muzyki, może trwać bez przerwy do białego rana. W rażącym kontraście do elegancji i prostoty ślubnego weekendu, jaki je poprzedził, afterparty dla odważnych, którzy byli w stanie wykrzesać energię, było rozpustną okazją. Goście zebrali się w jednej z piwnic winnicy na ostatni okrzyk. Grzmiąca, taneczna muzyka przeszywała udekorowaną w czekoladowo-brązowe, krwistoczerwone i burgundy kwiaty piwnicę. Oczywiście, całe tańcowanie wywołało głód, więc o trzeciej nad ranem, zaserwowano przekąskę ze smażonego kurczaka i gofrów z syropem klonowym. Potem goście ucięli sobie komara na długi, długi czas.

Christina Aguilera użyła jednego słowa, aby opisać swój ślub z Jordanem Bratmanem- magiczny. Nie moglibyśmy tego lepiej podsumować. Gwiazdka pop (24 l.) poślubiła Jordana 19 listopada, na ranczu przyjaciela rodziny w Napa Valley, California. Ślubne uroczystości – tylko w OK! – trwały przez ponad 3 dni i dotknęły serca wszystkich 125 zaproszonych gości. Pomimo, że było wystarczająco dużo, napędzanej szampanem zabawy, aby zaspokoić nawet najbardziej żarliwego imprezowicza, ślub sam w sobie stanowił słodką, delikatną, staromodną prezentację miłości, jaką dzielą Jordan i Christina.

Weselny weekend został oznaczony przez niekończący się szereg pamiętnych wydarzeń. Na przykład, pięknym widokiem była Shelley Kearns, mamy Christiny, gdy promieniała obejmując córkę i kołysząc się wraz z nią do „Wind Beneath My Wings”. Jordan dołączający do swej panny młodej wraz z mamą, Gail Bratman i cały, wesoły kwartet obejmujący się ramionami, również chwycił za serca gości w cudownym, śnieżnym otoczeniu. Momentem, który uosabiał mieszankę nowoczesności i starodawności, było przeniesienie, Jordana i Christiny na krzesłach, wokół namiotu, przy dźwiękach hip-hopowo zremiksowanego, tradycyjnego żydowskiego, weselnego tańca- „Hava Nagila”. Nigdy nieprzestająca być wykonawcą, Christina zaśpiewała potem swemu ukochanemu, improwizowaną, wyśmienitą wersję miłosnego klasyka Etty James- „At Last”. Kolejna słodka chwila miała miejsce podczas czwartkowej, nocnej, powitalnej imprezy, którą rozkręcił, tańczący breakdance, dziewięcioletni brat Christiny Mikey.

Jak powiedziała sama Christina: „Dla mnie, cały weekend można podsumować jednym słowem: magiczny”. Dodała: „Najlepsza częścią wszystkiego był fakt, że można było poczuć, jak wiele ciepła i miłości wypełniało to miejsce. W powietrzu zdecydowanie wisiała odświętna atmosfera”.

Wiele godzin temu, podczas właściwego ślubu, Christiny kroczyła do ołtarza, trzymając antyczny, diamentowy różaniec, zamiast tradycyjnego bukietu kwiatów. Było wiele olśniewających elementów, zapewnionych przez czołowego projektanta ślubów- Michaela Gapinski. Wysokie na sześć i pół stopy, drzewo Jaya Strongwatera, dominowało w, wystylizowanym na japoński, pokoju w Auberge de Soleil, podczas piątkowej „ceremonii próbnej”. Gości poproszono, by napisali wiadomości do pary i przypięli je do drzewa. Tak jak to robi podczas swych spektakularnych koncertów, Christina kilkakrotnie w ciągu dnia zmieniała ubiór i makijaż. Jedno przebranie spowodowało zniknięcie piosenkarki na 15 minut, podczas których wsunęła się w krótką, kremową, satynową sukienkę z aksamitną kokardą, którą zaprojektowała jej droga przyjaciółka i stylistka Simone Harouche.

Lecz dla szczodrych Christiny i Jordana, weekend nie był jedynie świętowaniem ich miłości i zaślubin. Sprawienie, by goście czuli się komfortowo, również odgrywało dla nich istotną rolę, dlatego zdecydowali, aby zaserwowano kilka z ich ulubionych, dodających otuchy, domowych dań. Przez całą noc, goście smakowali krótki żeberek, gniecionych ziemniaków, makaronu z serem, mleka z ciasteczkami, smażonego kurczaka i gofrów, krążków z cebuli oraz lodów, które wszystkie razem pomogły utrzymać przytulną, domową atmosferę.

W ramach pamiątki, młoda para wysyłała do pokojów gości, każdego wieczoru, koszyk z upominkami. Zasygnalizowali koniec świętowania poprzez obdarowanie wszystkich różowymi pudełkami, pełnymi małych bułeczek i smakołyków, z dołączoną wiadomością. Głosiła ona: „Tak bardzo cieszymy się, że tu byliście, oto coś w ramach podzięki”.

Tylko tu, ekskluzywnie prezentujemy reakcję Christiny na magiczny ślub. Wyjaśnia, jak wybierała niesamowitą sukienkę ślubną od Christiana Lacroix, jak czuła się stojąc pod chuppah [wspomniany wcześniej, specjalny, żydowski baldachim ślubny, przyp. redakcja] z Jordanem i dlaczego jej życie zmieniło się na lepsze. Wyjawia również ich plany dotyczące dzieci.

Gratulacje! Jak się czujesz Christina?

– Czuję się w ten sposób podekscytowana po raz pierwszy. Szczerze, nie ma słów, które opisałyby moją drogę do ołtarza. Gdy stałam tam z Jordanem, pod chuppah, z rabinem, czułam się jak we śnie. Wiedziałam, że miałam właśnie wyjść za mężczyznę, którego kompletnie i totalnie kocham. To moment, o którym marzy każda dziewczyna. Byłam tak poruszona, było tak wiele miłości. Stanowiło to prawdziwie duchowe doświadczenie, które rozgrywało się wewnątrz mnie. W pomieszczeniu czuć było świętość, jaką nie sposób opisać.

Byłaś zaskoczona jak bardzo to wszystko na ciebie podziałało?

– Doświadczyłam wiele podczas mojej kariery i wydawało mi się, że ślub będzie bułką z masłem. Jestem wykonawcą, robiłam tego typu rzeczy wcześniej i naprawdę nie denerwowałam się, ale kiedy nadszedł ten „wielki moment”, czułam się przytłoczona, że poślubię osobę, którą tak bardzo kocham i uwielbiam.

Jak się czułaś, stojąc pod chuppah z Jordanem?

– Myślałam, że przeżyła w swoim życiu tak wiele, ale kiedy stałam tam, patrząc w oczy Jordy’ego, gdy czytaliśmy sobie, własnoręcznie napisane przysięgi, uświadomiłam sobie, czego mi brakowało i nagle otrzymałam zupełnie nowe, całe życie. Po prostu mogłam spojrzeć na następny rozdział w życiu z tą ukochaną osobą i zrozumieć, jak ważnym był tamten moment. Otaczało mnie przerastające szczęście. Nigdy się tak nie czułam. Było to tak kompletne, ekscytujące uczucie radości, że czułam jakbym brała udział w doświadczeniu poza ciałem.

Gdy zdecydowałaś się poślubić Jordana, wiedziałaś, że wkraczasz w nową fazę swojego życia?

– Tak, ale nie byłam gotowa na emocje, jakie odczułam. Gdy po raz pierwszy weszłam do tego pomieszczenia z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi, wypełniło mnie czyste szczęście. Zaczęłam sobie uświadamiać, co mnie czeka i że będą to najważniejsze chwile w moim życiu. Skończyło się łzami radości. Zaskoczyłam się!

Zero przedślubnej tremy?

[Śmieje się] – To ogromny krok w życiu każdej osoby, zostać przywiązanym do jednego człowieka na zawsze, ale Jordy to mój najlepszy przyjaciel. Nawet, gdy głosiłam mowę dzień przed próbną ceremonią, nie mogłam się powstrzymać od podziękowania jego rodzicom, za pobłogosławienie mnie nim. W zasadzie to mam o nim piosenkę na płycie, nazwaną „Save Me From Myself”[„Chroń mnie przed mą samą”] , bo to dokładnie, co zrobił. Wszedł w moje życie i uratował przed brakiem wiary w ludzi, odnowił moją wiarę w świat i ludzkość. Jest moim aniołem, który sprawił, że wierzę w życie.

To niezwykle inspirujący prezent ślubny.

– To wszystko to szaleństwo, zważywszy na fakt, że kiedyś patrzyłam na tego typu rzeczy myśląc, że są kiczowate i głupie. Ale naprawdę, nim się zakochasz, jesteś jak w bańce. Nagle to wszystko ogarnia cię tak totalnie i z całego serca, że cały twój świat się zmienia.

Miałaś w głowie wymarzone wesele, odkąd byłaś małą dziewczynką?

– To zabawne, bo nigdy nie byłam jedną z tych dziewcząt, które śniły o weselu rodem z bajki. Nigdy nie chciałam dorosnąć i mieć idealnego domu z białym płotkiem. Nawet w liceum, tak bardzo skupiałam się na karierze, że faceci i związki zeszli na daleki plan. Jeśli coś się stało, to się stało, jeśli nie to, co z tego. Lecz gdy pojawił się Jordy, wydobył bardziej kobiecą i delikatną stronę mnie niż kiedykolwiek sama ją widziałam. Po raz pierwszy w życiu czuje się bardziej wolna i stabilna niż kiedyś.

Twój ślub był bardzo intymny, prawda?

– Nie chcieliśmy mieć ogromnego ślubu. Ważny było, by zaprosić tylko tych ludzi, z którymi byliśmy naprawdę blisko. Oboje cenimy wartość małżeństwa i sądzimy, że to bardzo specjalne, święte i prywatne wydarzenie. Nie chcieliśmy zapraszać każdej osoby, którą znaliśmy. Musieli być to ludzie, którzy dobrze nas znali i kochali. Wiedzieliśmy, że wydarzenie miało być intymne, w towarzystwie rodziny i bliskich przyjaciół.

Może i nigdy nie śniłam o ślubie z bajki, ale uwielbiam planowanie imprez. Nawet, gdy nasz pies Koko miał pierwsze urodziny, zorganizowaliśmy jej japońską imprezę, a każdy z zaproszonych wziął ze sobą psa. Przygotowaliśmy specjalne upominki na wynos dla piesków. Gdy planuję imprezę, lubię motywy przewodnie. Michael, organizator naszej ceremonii, podłapał moją wizję japońskiego wydarzenia i pozwolenia by ludzie doświadczyli wszystkiego tego, co było dla nas ważne.

Czemu wybrałaś Napa?

– Mieliśmy tam parę weekendowych wycieczek z przyjaciółmi. Oboje kochamy wino i piękną, relaksującą atmosferę panującą w Napa. Nie jest to wysoko-energiczne miasto. Wszystko jest takie niewidoczne. Przykładają tam taką wagę do jedzenia, win i tego jak goszczą ludzi, że uznaliśmy to miejsce za idealne warunki na wypad za miasto, podczas którego każdy mógłby uciec do tego romantycznego świata.

Czy po przedślubnych wydarzeniach w czwartek i piątek, nie bałaś się o „wypalenie”?

– Adrenalina mnie napędzała. Mój styl życia zawsze był jak: dalej, dalej, dalej, więc trzy imprezy, trzech różnych nocy, nie były dla mnie czymś nowym. Coś, co mnie wykończyło to wszystkie emocje, jakie czułam. Gdy przysięgi zostały odczytane, czułam się wyssana z wszelkiego czucia, ale jednocześnie wznosiłam się na chmurach.

Czy Jordan brał udział w planowaniu ślubu?

– Tak. To zabawne, bo oczekiwałam, że będzie robił typowo męską robotę „Taa, kochanie, zrób cokolwiek, co chcesz”. Ale to dla Jordy’ego i jeśli planowałam coś, co nie byłoby zgodne z jego wizją, powiedziałby „Kochanie, to także moje wesele”. Uznałam to za słodkie, że nie był typowym facetem i potrafił twardo postawić na swoim. Ma niesamowity gust, więc w sumie to, czego chciało każde z nas nie różniło się od siebie za bardzo. Mamy ze sobą tak wiele wspólnego, nasze gusta są tak podobne, że nie było, o co się sprzeczać.

Jak wybrałaś swoją suknię ślubną?

– Najpierw chodziło o flirt z kolorami: kocham róż, więc myślałam o sukience z bladoróżowymi przebłyskami. Znalazłam suknię w salonie Christina, Lacroix, ale nie tą, którą miałam na sobie, podobną. Pasek został zmieniony tak jak chciałam, w oryginale był większy, z liczną biżuterią, która z niego zwisała. Nie znam żadnego ślubu, który zawierał w sobie ozdobiony biżuterią pasek. Gdy pojechałam do Paryża na Tydzień Mody, aby sprawdzić kilku moich ulubionych projektantów, Christina też tam był. Króluje, jeśli chodzi o śluby. Każdy pokaz couture kończy się sukniami ślubnymi, ale u niego stanowią one teatralny element show, który uwielbiam. Wiedziałam, że był z tego bardzo dumny.

Sukienka miała hiszpańskie akcenty.

– Uwielbiam fakt, że [Christian] używa wiele hiszpańskich elementów w swojej procy i po części, to właśnie to przyciągnęło mnie do jego sukni. Hiszpański haft bardzo mi się spodobał, bo nie tylko oddał hołd mojemu pochodzeniu, ale także moja mama miała na sobie bardzo hiszpański welon. To była dla mnie idealna sukienka. Przymierzyłam suknię w salonie i przerobiliśmy ją tak jak chciałam. Nie podobał mi się ogromny tren z tyłu. Chciałam czegoś, co otuliłoby moje krągłości oraz oddało dramatyczny styl, który uwielbiam, jako wykonawca. Koniec końców, myślę, że była niesamowita.

Twoje włosy upięte w kok wyglądały świetnie. Jak się na to zdecydowałaś?

– Mój fryzjer i przyjaciel, Peter Savic, z którym pracowałam przez lata, stwierdził, że włosy powinny pójść do tyłu, zważywszy na element biżuterii, jaki miałam na głowie. Myślałam najpierw o przymocowaniu go niżej, ale jego wersja miała sens, ufam jego decyzjom.

Biorąc pod uwagę trzy dni, czy jakiś moment szczególnie się dla ciebie wyróżniał?

– Droga do ołtarza była najbardziej surrealistycznym i wymarzonym momentem. A potem fakt, że mamy, moja i Jordana, podprowadziły mnie do niego, pod chuppah. Stanie pod chuppah było momentem zmieniającym życie. Nic nigdy nie uderzyło mnie tak emocjonalnie jak tamta chwila. Jordy i ja czuliśmy tamtej nocy tak wiele ciepła. Co do innych rzeczy, które miały miejsce podczas tych trzech dni, bawiliśmy się świetnie podczas japońskiej imprezy! Zawierała ona dla mnie specjalne nawiązania, pod wieloma względami. Gdy byłam mała, mieszkałam w Japonii przez wiele lat i mam specjalną więź z tym krajem.

Jak czułaś się, gdy w niedzielę rano obudziłaś się, jako żona Jordana?

– Myślę, że ten tytuł, sam w sobie, był nieco szokujący. Obudziliśmy się i zaczęliśmy sobie wszystko przypominać. To było jak: „Kochanie, złożyliśmy sobie wczoraj przysięgę przed Bogiem”. Z szerokimi uśmiechami na ustach powiedzieliśmy: „Dzień dobry Panie Bratman.” „Dzień dobry Pani Bratman”. Tego ranka obudziło mnie cudowne, słodkie uczucie. Dla mnie, szczerze mówiąc, jeśli naprawdę kogoś kochasz i jesteś z tą osobą jakiś czas, znasz ją na wylot o i tak jesteście poślubieni, do pewnego stopnia. Związek nie zmienia się tylko, dlatego, że macie obrączki ślubne. Byliśmy już tak bardzo związani emocjonalnie, że wzięcie ślubu stanowiło sposób na podzielenie się naszą miłością z przyjaciółmi i rodziną.

Dlaczego wraz z Jordanem zdecydowaliście się na napisanie własnych przysięg?

– Oboje czuliśmy, że przez to nasze doświadczenie będzie jeszcze bardziej osobiste. Chcieliśmy tam stanąć i pozwolić każdemu, aby podszedł tak blisko na ile się dało. Chcieliśmy podzielić się z każdym tym, jakimi naprawdę uczuciami się darzyliśmy.

Zmienisz nazwisko na Christina Bratman?

– Prawdopodobnie, zawodowo zawsze będę Christiną Aguilerą, ale rozważam zmienienie parę rzeczy prawnych i nazwanie się swoim drugim imieniem – Maria oraz jego nazwiskiem.

Uznaliśmy, że to zabawne, iż zaserwowaliście domowe jedzenie, takie jak zapiekanka, krążki cebuli, czy frytki. Czemu się na to zdecydowaliście?

– Myślę, że każdy lubi zjeść trochę domowego jedzonka! Jednym z naszych ulubionych dań są krótkie żeberka. Chcieliśmy, by ludzie czuli się bardziej komfortowo- była to jedna głównych obaw. Nie chcieliśmy nikogo zniechęcić serwowanie tylko wymyślnego jedzenia. Każdy miał się czuć z nami komfortowo jak w domu. Ponadto, były tam małe dzieci, więc chcieliśmy, aby i im jedzenie przypadło do gustu.

Planujecie miesiąc miodowy?

– Tak, wyjeżdżamy z kraju by zrelaksować się, zanim zacznę promować mój nowy album. Odwiedzimy cztery sekretne miejsca podczas dwóch tygodni.

Czy dzieci to część waszego planu na przyszłość?

– Oh, oczywiście! Na pewno, na pewno chcemy mieć dzieci. Myślę, że zaczniemy się o nie starać, gdy zakończę następną, światową trasę. Jestem bardzo podekscytowana z tego powodu.

Ten rok był dla ciebie niesamowity Christina, z małżeństwem, napisaniem nowego albumu.

– Był to rok szaleńczego wiru, rok przygotowań, planowania, nagrywania albumu. Jestem niesamowicie podekscytowana nową płytą- czuję, że to moje najlepsze dotychczasowe dzieło. Może to przez to, że jestem tak zakochana. Mam wrażenie, że nigdy nie pisałam, ani nie śpiewała lepiej. Ta muzyka jest bardzo szczera, otwarta, a słowa bardzo odzwierciedlają jak osobiście się czułam, jak dorosłam i co zmieniło się w moim życiu. Mam zamiar wydać album w nowym roku, promować go, wyruszyć w trasę i rozpocząć nowy rozdział, jako artystka i zamężna kobieta.

Gdy po raz pierwszy spotkałaś Jordana, skąd wiedziałaś, że to ten dla ciebie?

– Spotkaliśmy się, gdy byłam na biznesowym wyjeździe w Atlancie, około trzy lata temu i od razu złapaliśmy więź. Wtedy, rozważał przeprowadzkę do Los Angeles. Gdy to zrobił, byliśmy nierozłączni, a mówiąc nierozłączni, mam na myśli, że nie mogłam być z dala od tego mężczyzny. Chciałam z nim robić wszystko. Od razu staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Gdy się przeprowadził, byliśmy ze sobą blisko. Niedługo po tym, gdy przygotowywałam się do wyruszenie w trasę „Stripped”, przenieśliśmy nasza znajomość na następny poziom, zakochaliśmy się po uszy i oszaleliśmy z miłości. Trzy lata później, jesteśmy po ślubie tak bardzo, bardzo szczęśliwi.

Czym różnił się od innych facetów, jakich spotkałaś?

– Wydaje mi się, że to jedyny mężczyzna, jakiego kiedykolwiek spotkała, na serio [śmieje się]. Gdyby każdy facet wyrwał stronę z książki Jordy’ego, byłoby wkoło wiele szczęśliwych kobiet. Wie, jak traktować, szanować kobietę. Mogłabym go opiewać całymi dniami. On wykracza poza wszelkie standardy. Jest moim opiekunem, fundamentem, jest ze mną na dobre i na złe, jest moją skałą, jest silniejszy niż jakikolwiek mężczyzna, którego spotkałam, bardzo inteligentny, co mnie pociąga. Myślę, że jedną z pierwszych rzeczy, w których się zakochałam, był jego uśmiech. To największy, najautentyczniejszy, najszczerszy uśmiech, jaki widziałeś, który rozświetla pomieszczenie. Roztacza wokół siebie aurę, która kompletnie odpręża ludzi. W chwili obecnej, zna mnie lepiej niż ja sama.

Co jest najlepsze w waszym związku?

– Ciągle uczymy się o sobie wielu rzeczy. Nasz związek jest bardzo zbalansowany- nikt nie jest ponad drugą osobą. Wszystko jest niesamowicie równe. Dzielimy ze sobą każdą rzecz. Nie mamy przed sobą tajemnic. On jest moim partnerem, stanowimy bardzo silną drużynę. Sprawia, że jestem lepszą osobą.



Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.