Elle [2004]

Piękna i niesamowita.

Od najgorzej ubranej do najlepiej ubranej, od najczęściej krytykowanej do najbardziej uwielbianej. Christina Aguilera w końcu pobiła wszystkich wokół. W jej własnym stylu. Piosenkarka opowiada Kate Finnigan dlaczego napakowani faceci powodują u niej nudności, jej osławione spodnie odkrywają mniej ciała niż minispódniczka i dlaczego muzyka na wspaniałych płytach jest dobra dla duszy człowieka.

Jest pora koktajlowa w mrocznym przestronnym hallu hotelu L’Ermitage położonego w Beverly Hills. Mamy listopadowy piątek. Moje miejsce nie mogłoby bardziej kojarzyć się z oglądaniem w telewizji programu „Tinseltown”. W jednym rogu znajduje się swoisty gang dwudziestokilkulatków przerzucających się żartami na temat Michaela Jacksona uświetniając tym samym aresztowanie supergwiazdy, które miało miejsce dzisiejszego popołudnia. Niedaleko nich brodaty mężczyzna w typie hollywoodzkiego producenta krzyczy do swojego telefonu komórkowego: „Wiem! A co jeżeli ten klon jest zły?” Dzisiejszego wieczoru, jak każdego poprzedniego, Los Angeles urządza własną, całkowicie darmową parodię. I w każdej chwili Christina Aguilera może wejść na tę scenę by przyłączyć się do show.

Właściwie już kiedyś widziałam się z Christiną Aguilerą. Teraz nie będzie jednak wielkiego spotkania po latach. Stałam wówczas w długiej, całkowicie anonimowej kolejce, będąc zażenowana pismakami doprowadzonymi przez jej wytwórnię płytową na spotkanie meet & greet z nastoletnią divą, gdy zaprezentowała swój debiutancki singiel „Genie in a Bottle” w 1999 roku. Siła jej głosu podczas występu live w nieprawdopodobny wręcz sposób wydobywającego się z gardła tej drobniutkiej dziewczyny, została niestety przyćmiona przez wyjątkowo mało stanowczy uścisk dłoni biednej Christiny. Bezwładny i bez życia, to zdecydowanie był uścisk przegranego. Pomyślałam sobie wówczas, że ona nie przetrwa na rynku muzycznym.

Christina przetrwała. A nawet dokonała więcej. Po czterech latach na rynku muzycznym i z ponad 10 milionami sprzedanych płyt mierząca 157 cm wzrostu Christina chwieje się idąc przez hall mówiąc z ożywieniem do swojej osobistej asystentki i witając się ze mną uściskiem ręki bizneswoman. „Cześć, jestem Christina” – mówi do mnie słodko. Spóźniła się na spotkanie zaledwie półtorej godziny, co praktycznie oznacza w jej przypadku niewiele – Aguilera jest znana z tego, że u niej czas płynie zdecydowanie wolniej niż u reszty świata. W dalszym ciągu jest niewielka i mimo niemałej ilości makijażu na jej twarzy, 23-letnia gwiazda wciąż wygląda jak nastolatka. Kuse jeansy i szpilki nadają jej klimatu, który określić można jako „Barbie obchodzi dziś Dzień Guya Fawkesa” a dopełnia to przytulny, dzianinowy, podobny do słomkowego kapelusz. „Pasuje do moich włosów, prawda?” – pyta z zachwytem wskazując na jej nowe szkarłatne pasemka we włosach.

Christina sama przyznaje, że lubi zacienione otoczenie tego hallu w czasie, gdy usadawia się na swoim krześle i kołysze zgrabnymi jak u lalki nogami oraz ogromnymi, przypominającymi sopel, białymi szpilkami zwisającymi zza jej ramienia. „Jasne światło jest dla mnie trochę zbyt ostre” – tłumaczy z delikatnością jaką wykazuje się tylko bardzo, bardzo słynna osoba. Kelnerka stoi obok, czeka aż sława zamówi swój napój. „Colleen? Co tutaj zwykle pijam?” – pyta odwracając się do swojej uśmiechniętej osobistej asystentki, która – ku mojemu przerażeniu – siedzi z inną osobą z menagmentu Christiny zaledwie niecały metr od nas, w dystansie idealnym do podsłuchiwania rozmowy. „Um”, odpowiada Colleen która chwilę się zastanawia. Piątek? L’Ermitage? To musi być… „The Pinot Noir”. Christina więc osobiście zamawia szklankę The Pinot Noir.

Minął niemalże rok od kiedy najbardziej utalentowana mieszkanka Pittsburgha upubliczniła „Stripped”, jej drugi poważny album w dorobku muzycznym (mimo, że wydana została również hiszpańskojęzyczna wersja jej debiutanckiej płyty „Christina Aguilera” i potwornie kiepski świąteczny krążek „My Kind Of Christmas”). Wydany 3 lata po debiucie album, nazywany jej przez Aguilerę krążkiem „wolności”. Chociaż do tej pory wygrała już trzy nagrody Grammy, Christina zaczęła kreślić swoją ucieczkę od debiutanckiego wizerunku określanego mianem ‚podobnym do Britney’, gdy była w trasie koncertowej czy pisała utwory na nowy album a to wszystko w takt przekłuwania kolejnych części swojego ciała.

Christina bardzo dorosła między pierwszym a drugim albumem. Zwolniła w tym czasie swojego zdradliwego menadżera, odcięła się od domniemanego przyjaciela który zamierzał napisać książkę na jej temat, po raz pierwszy zakochała się w tancerzu Jorge Santosie i huknęła o ziemię, gdy okazało się że złożone obietnice w rzeczywistości wyglądały trochę inaczej. W listopadzie 2002 roku wydała swój pierwszy singiel, mający całkiem spory potencjał na podbicie list przebojów o nazwie „Dirrty”. Jeden z jej niezapomnianych występów miał miejsce w SM:TV z artystką dawniej znaną jako nieśmiała dziewczyna, która teraz kołysała niemal gołym tyłkiem obramowanym skórzanymi spodniami będącymi deklaracją ku zebranym nastolatkom. Brwi, obok kilku innych rzeczy, były wysoko uniesione.

To nie była ta sama dziewczyna, która wydała popowe „Genie in a Bottle”. Była mocniejsza, ostrzejsza i bardziej niewybredna niż poprzednio. Media podchwyciły przezwisko jakie nadał jeden z jej przyjaciół, Xtina, co trochę ją wkurzyło. „Media przedstawiały to tak: ‚Och, Christina zdecydowała nazywać siebie Xtiną, ponieważ ma podwójną osobowość a piercing oraz tatuaże są tego oznaką'” – mówi przyjmując ten rozgorączkowany ton głosu jaki może mieć dziewczyna o 3 nad ranem. „Media miały pomysł na przedstawienie tego w kontekście ciemnej i jasnej strony mojej osobowości, podziału na demona i anioła” – stwierdza lekceważąco. „Pomyślałam sobie wówczas… ‚Ludzie, błagam Was.'”

Niezależnie od tego czy w pracy była Xtina czy Christina, opinia na jej temat się zmieniła. Christina Aguilera nie jest już supergwiazdą ale intrygującą supergwiazdą. Jej światowa trasa koncertowa stała się wielkim sukcesem a w listopadzie skradła swoją osobą całe show jako pierwsza kobieta, która poprowadziła European MTV Music Awards. Ludzie zatrzymywali się by wyśmiać jej stroje. Christina obecnie jest wręcz bajeczna. A oto kilka powodów dlaczego tak się stało…

NIE UMAWIA SIĘ Z CELEBRYTAMI
„Mój związek jest tematem na który nie zamierzam rozmawiać” – stwierdza stanowczo. „Nauczyłam się, że jest to ten aspekt mojego życia, który stanowi krótkotrwałą pożywkę dla prasy.” Zapytałam ją tylko czy to prawda, że obecnie związana jest z 25-letnim Jordanem Bratmanem, tajemniczym mężczyzną z firmy zajmującej się prowadzeniem jej kariery [Azoff Music Management – przyp. red.], z którym wielokrotnie została zauważona przez paparazzi w różnych, codziennych sytuacjach w trakcie ostatnich mniej więcej ośmiu miesięcy. „Jedyną rzeczą jaką mam do powiedzenia, to że obecnie jestem bardzo szczęśliwa.”
To wszystko co obecnie ma do powiedzenia na temat swojego życia uczuciowego. Czułam się więc raczej zadowolona z siebie kiedy 5 minut później, gdy już rozmawiałyśmy na zupełnie inny temat, zauważam Jordana Bratmana, który wlekąc się dołącza do Obozu Christiny (nasze małe grono powiększyło się od poprzedniego razu o wielkiego ochroniarza). Christina odwrócona jest do niego plecami i kiedy on cicho zza jej ramienia szepcze do niej „Hey”, Christina odwraca się i widać po niej, że jest w szoku. „Oh… cześć.” Nie całują się ze sobą. Nie dotykają się. Chwilę później po prostu odwraca się do mnie i wygląda na wyraźnie zmieszaną.
„Roztargniona?”, pytam. „Hmm…”, kiwa głową. „Roztargniona.” Przez następne 10 sekund brak jej słów. Wygląda na to, że Jordan pojawił się w hallu trochę za wcześnie.
Ciemnowłosy i trochę niechlujny, jest bardzo odległy od showbiznesowego amanta. Ale to akurat jedynie potwierdza, co Christina powiedziała mi chwilę wcześniej. Ona nie umawia się z przystojnymi chłopakami. Kalifornijska opalenizna i śnieżnobiały uśmiech nie robią na niej wrażenia. „Oto co mi się podoba” – stwierdza i przez pewien czas rozmawiamy na zwyczajne, babskie tematy. „Niesamowicie u mężczyzn zwraca moją uwagę intelekt i indywidualność. Lubię facetów, którzy głowę mają na właściwym miejscu.” W tym momencie milknie chichocząc na myśl o facecie, którego głowa nie znajduje się między ramionami.
„Nie przywiązuję wagi do ‚kaloryfera’ na brzuchu. Nie zwracam uwagi na wyrzeźbioną sylwetkę.”, zarzeka się. „Jeżeli już, po raz pierwszy spotykam takiego faceta, to wówczas właściwie się na starcie wycofuję. Zazwyczaj tak jest. Nie kieruję się wobec nich wszystkich stereotypem, bo oczywiście są przystojni mężczyźni, którzy nie są głupi. Lubię móc prowadzić z facetem cholernie przyjemną rozmowę na jakiś temat. Kręci mnie intelektualna podnieta. Sama jestem w stanie podniecić się w inny sposób”, mówi figlarnie ruszając brwiami. „Poza tym nie spotkałam zbyt wielu przystojnych chłopców z Hollywood, którzy przy okazji zaimponowali mi intelektem. Czasami byłam tylko przez chwilę pod ich wrażeniem. Uważam również, że przystojniacy z Hollywood są niedojrzali, bardzo zapatrzeni we własną osobę. Lubię facetów twardo stąpających po ziemi. To dlatego zazwyczaj spotykam się z osobami, które nie są celebrytami. Lubię przeciętnych facetów z przeciętną błyskotliwością umysłu.”
Później Jordan Bratman powie mi gdzie najlepiej jest czekać na taksówkę. Też lubię takich facetów.

POKAZAŁA SERCE NA OKŁADCE (OSTATNIEGO ALBUMU)
„Stripped” można by śmiało nazwać ‚Christina Aguilera: Opera’, bowiem album złożony jest z mnóstwa bolesnych prawd i życiowych sytuacji. W przeciwieństwie do debiutanckiego krążka, 14 z 16 utworów wchodzących w skład tracklisty zostało napisanych przez nią. Teksty oparte zostały na jej pamiętnikach, które niemal z religijnym szacunkiem przechowywała w trakcie ostatniej trasy koncertowej i jest to bardzo osobista płyta opowiadająca o wszystkim co Christina przeżyła w trakcie ostatnich 3 lat. Tak więc w ocenie Xtiny „Dirrty” jest utworem opowiadającym o czasie gdy leczyła się ze złamanego serca bawiąc się w klubach, „Fighter” to taniec na grobie byłego menadżera, który chciał uciec z jej fortuną. Wykrzyczane „Can’t Hold Us Down” to inteligentna odpowiedź na „The Real Slim Shady” Eminema – niezwykle ‚miłego’ utworu, w którym raper twierdził że piosenkarka zaraziła się chorobą weneryczną.
„I’m OK” to odpowiedź skierowana do jej ojca Fausto Aguilery, który stosował przemoc i obelgi w kierunku jej mamy i niej samej gdy ta była dzieckiem. To powalającym utwór. „It’s hurts me to see the pain cross my mother’s face/ Every time my father’s fist would put her in her place” [pol. Boli mnie gdy widzę ból na twarzy mojej matki/ Zawsze gdy pięść mojego ojca znajduje się na jej twarzy] „To był dla mnie najtrudniejszy utwór do napisania. Bardzo denerwowałam się śpiewając ją do mikrofonu… Dosłownie płakałam nagrywając ten utwór. Ten utwór dotknął mnie bardziej niż początkowo przypuszczałam.” Dlaczego więc to zrobiła? „Trochę przerażające jest tak się otworzyć i powiedzieć o sobie tak wiele.” – stwierdza. „Ale muzyka ma dla mnie działanie terapeutyczne i od zawsze była to moja forma ekspresji oraz wyzwolenia. Nie mogłam nic na to poradzić więc otworzyłam swoje serce.”
Ustawienie się Christiny na tej pozycji zaowocowało zdobyciem szacunku. Pomimo, iż „Beautiful” – poruszający utwór skierowany do słabszych i odrzuconych – nie został przez nią napisany, zaśpiewała go tak, jakby był jej własnym. Nikt nie śmie twierdzić, że zmieni przez to świat ale są ludzie dla których utwory takie jak „Beautiful” i „I’m OK” są niczym światełko w tunelu. A ponieważ sama była dzieckiem, które uciekało od awantur i przemocy w świat śpiewania misiom utworów „Sounds Of Music”, to stanowi to dla niej dodatkową zachętę. „Zapewniam głos tym, którzy mogą być w podobnej sytuacji, którzy być może bardzo potrzebują tego głosu. Jest to dla mnie niesamowicie ważne” – wyznaje. „Może nie są jeszcze w stanie odkryć w sobie siły, wyrwać się z tej sytuacji i zrobić coś pozytywnego gdy to się skończy. Jeżeli piszę piosenkę to dokładnie to robię – zamieniam negatywy na pozytywy i uzdrawiam siebie w trakcie tego procesu.”
W zeszłym roku, w czasie gdy koncertowała w trakcie trasy koncertowej, Christina starała się uzdrowić poprzez rozbijanie zastawy stołowej. Serio. Nabyła stos porcelanowej zastawy stołowej i rozbijała ją raz, drugi, trzeci. „Oh, to był niewielki etap” – chichocze przyznając się do tego niczym dziecko, które zostało nakryte na zakradaniu się do słoja z cukierkami. „Już tak nie robię ale to było dość zabawne, przynosiło ulgę. Poleciłabym to każdemu”. Christina kontroluje się by jak najmniej ujawnić ze swojej dzikiej, nieokiełznanej strony, którą wszyscy chcą poznać bardziej niż tę jej odmienioną, spokojną część. „Proces uzdrawiania trwa tak długo, jak długo nikogo nie ranisz. Znajdź sobie miejsce w którym nie będziesz czuć, że ścieżka jaką obrałeś jest bez sensu. Oh, i nie zniszcz nic cennego bo potem możesz żałować…” Proszę drodzy czytelnicy, zapamiętajcie te wskazówki. Następnym razem to wy pozwolicie sobie na małą terapię rozbijając swoją zastawę stołową.

ŚMIEJE SIĘ MODZIE PROSTO W TWARZ
„Wiesz, że zostałaś uznana za najlepiej ubraną kobietę na European Music Awards?”, przerywa nam Colleen będąca członkiem obozu Christiny, wykonującego przeróżnego rodzaju prace na jej rzecz. Christina odwraca się do niej z szeroko otwartą buzią po czym krzyczy „Jest mi to obojętne!” zanim, bez nawet cienia zadowolenia na twarzy wrzaśnie, „Skurwysyny! Który magazyn tak napisał? People? To nie jest możliwe? Mówisz poważnie?” po czym odwraca głowę w moją stronę i potrząsa nią z niedowierzaniem. „To część biznesu, która jest potwornie wręcz głupia. Takie to powierzchowne. Wybacz ale to prawda.”
Jak to się więc stało, że Christina jest uznawana nie za najgorzej, a za najlepiej ubraną? Na pewno nie zmieniło się to tylko dlatego, że zaczęła nakładać na siebie ubrania, które podobają się tłumom. Weźmy choćby jej słynne spodnie. Możecie powiedzieć, żeby je zdjęła, ale te spodnie zrobiły więcej dla Christiny niż wam się wydaje. „Moja stylistka, Trish Somerville i ja wpadłyśmy razem na pomysł by wykorzystać je w klipie do utworu Dirrty. Miały być wykorzystane tylko raz ale zostały na znacznie dłużej” stwierdza wzruszając ramionami. Tak, wokół tych spodni było mnóstwo kontrowersji” – mówi po czym wybucha gromkim śmiechem jakby chciała pokazać, że nie może pojąć skąd to się właściwie wzięło. „Ale kiedy patrzysz na skrawek ciała wystający spod krótkich szortów czy mini spódnicy, które inne osoby – dokładniej rzecz biorąc bardzo dobrze znane kobiety – noszą w swoich klipach, to zauważysz, że te spodnie zakrywały znacznie więcej ciała niż wspomniane wcześniej części garderoby.” Zauważam, że prawdopodobnie chodzi o ten skrawek ciała, który spodnie nie zakrywają. „Tak, ale dla mnie to wciąż śmieszne” – stwierdza niejasno, nie wchodząc w szczegóły. „Choć nosiłam je z dumą.”
I właśnie dlatego tak działały na opinię publiczną. Zupełnie jak malusieńki strój kąpielowy Debbie Harry czy stożkowy stanik Madonny, szminka Courtney Love czy dziwne, przypominające istotę pozaziemską uczesanie Bjork, to najgłupsza rzecz jaką nosiła z ostentacją, która potrafiła zamienić gwiazdę rocka w ikonę stylu.
Christina celowo eksponuje swoją kobiecość, co jest niezwykle pociągające. To przynosi ulgę a czasami nawet wzbudza gromki śmiech. Ale czy świadomie nie zmienia tym postrzegania piękna? „Właściwie chodzi o przekraczanie moich własnych skłonności do ryzyka” – przyznaje po chwili zamyślenia. „Zmierzenie się z moim własnym sposobem myślenia sprawia, że mam bardziej otwarty umysł. To wszystko.” Ponadto zastanawiam się, czy wzięcie przez nią udziału w kampanii promocyjnej Versace na sezon wiosna/lato 2003, przyniesie jej akceptację w świecie mody. „Tak, tym którzy sami nie posiadają rozumu” – stwierdza ostro. „To owce. Ale wiesz co? Właśnie dlatego będę robić to na co mam ochotę. Wolę raczej dawać przykład innym.”

NIE WIERZY W PRZESADNY SZUM MEDIALNY WOKÓŁ WŁASNEJ OSOBY (PRZEZ WIĘKSZOŚĆ CZASU)
Od kilku tygodni Christina odpoczywa w swoim domu w LA po zakończonej europejskiej trasie koncertowej, a jutro wybiera się do swojego prawdziwego domu. Powróci do Pittsburgha po czterech latach nieobecności, do domu który kupiła swojej mamie i ojczymowi oddalonego o 15 minut drogi od miejsca w którym się wychowywała. Jest tym faktem bardzo podekscytowana. „Położę się i będę spała wieki! Mój Boże!” Uderza się w udo. „Będę jeść potrawy mojej mamy! Moja mama robi też najlepszą na świecie kawę cynamonową!”
Wyobrażacie sobie Christinę Aguilerę siedzącą w domu i popijającą kawę? Ja nie potrafię, na co ona trochę się obraża. „Słyszałam plotki o tym, że jestem divą, załamują mnie” – stwierdza wzruszając ramionami. „Jestem typową dziewczyną. Moje korzenie pozostały nienaruszone, więc powrót do domu nie jest taki dziwny. Uważam, że to wszystko zależy od tego jaką jesteś osobą; czy łatwo zmieniasz się dla powierzchownych rzeczy, ale ja nie jestem tym typem człowieka.” Mówiąc to dodaje, że widziała tego typu ludzi podpisując swój pierwszy kontrakt płytowy. „Ludzie zostali pochłonięci przez pieniądze i sławę, widzę jak to ich zmienia i tego typu rzeczy dla mnie nic nie znaczą.” Więc wraca do domu na Dzień Dziękczynienia, gra w gry wideo ze swoją siostrą, bawi się ze swoimi psami i pisze pamiętnik.
Opowiadając o tym jest tak poważna, że na prawdę gotowa jestem uwierzyć, że Christina Aguilera jest taka jak ja czy ty. Potem pytam ją czy przypomina sobie kiedy ostatnim razem była w domu. „Um…” – mówi starając się sobie przypomnieć. „Prawdopodobnie… Oh, staram się sobie przypomnieć. Nie pojechałam do domu na Halloween…” Wykręca twarz ale nie jest w stanie przywołać powrotu w pamięci. Wszyscy znamy ten moment, gdy ludzie stawiają nas w centrum uwagi. Większość z nas jednak nie jeździ w trasy koncertowe, nie wydaje albumów i nie występuje dla tysięcy ludzi. Dlatego właśnie, jak sądzę, każda międzynarodowa gwiazda potrzebuje w swoim otoczeniu osobistego asystenta. „Colleen?” – Christina po raz kolejny obraca się do niej – „Kiedy ostatnim razem byłam w domu?”



Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.