VIVA [2002]

Zamarznięty cukierek.
Ożywia się, gdy rozmowa schodzi na seks. Do tej chwili siedziała skulona i znudzona, patrząc w okno. Teraz prostuje się i z błyskiem w oku zasypuje mnie gradem słów. Jest już dorosła. Bez wątpienia.

Na płycie „Stripped”, właśnie wchodzącej do sprzedaży, Christina śpiewa o katującym ją ojcu i o brudnych myślach, których już się nie chce wstydzić.

Według szefów wytwórni muzycznych, ludzkość generalnie dzieli się na fanów Britney i wielbicieli Christiny. Ci ostatni twierdza, że ich ulubienica ma jeden z najpiękniejszych głosów muzyki pop, a talentem na głowę bije pannę Spears swoją przyjaciółkę z czasów, gdy razem brały udział w dziecięcym programie telewizyjnym – ,Nowy Klub Myszki Miki”.
Fani Britney nie przepuszczą żadnej okazji, by przypomnieć, że Christina od kilku lat nieustannie okupuje pierwsze miejsca słynnej listy najgorzej ubranych ludzi na świecie, a od sławniejszej koleżanki dzieli ją przepaść milionów dolarów.
Pod wieloma względami Britney i Christina są jednak łudząco podobne. Zwłaszcza pod względem doboru ochroniarzy.
Falujący tłum w londyńskim klubie Sway na próżno wyciąga ciekawie szyje. Dostępu do drzwi garderoby, za którymi przed chwilą zniknęła miss Aguilera, broni trzech postawnych Murzynów. W sumie mają ponad sześć metrów wzrostu i ważą, co najmniej pól tony. Przez moment zastanawiam się, czy to nie ci sami dżentelmeni, którzy otaczają Mariah Carey i Britney Spears. Jednak chyba nie. Najobszerniejszy z goryli Christiny, w T-shircie z trupią czaszką przypominającym wydęty na wietrze czarny żagiel, nosi na karku (szyi chyba nic ma) solidny gruby łańcuch. Atrybutem jego bliźniaka chroniącego Britney był sygnet wielkości futbolówki. Są, więc inni.

Moje nazwisko znajduje się na liście wybrańców, którzy dzisiaj dostąpią zaszczytu rozmowy z gwiazdą. Odprowadzany zawistnymi spojrzeniami innych dziennikarzy mijam ochronę i wchodzę w zaklęty dla zwykłych śmiertelników rewir. W przestronnej, jasnej garderobie, na kremowej sofie siedzi malutka, drobna dziewczynka. W klapkach na szpilkach, szeleszczących pomarańczowych spodniach dresowych i podkoszulku z dekoltem w serek, sięgającym pępka. W blond włosy wplątane ma czarne wstążki. Patrzy na mnie smutno wielkimi, niebieskimi oczami i nagle zgina się wpół i zanosi kaszlem. To Christina Aguilera.

„Wiesz? Bardzo się zmieniłam wewnętrznie!”, informuje, zanim zdążę zadać pierwsze pytanie.
„Nigdy nie podobał mi się mój wizerunek. Nic jestem słodka. Nie lubię cukierków. Chcę być sobą. Gdy dorosłam, skończyłam 21 lal, desperacko zaczęłam dążyć, by się zmienić. Teraz czuję się bardziej komfortowo, wiesz?”

W karbach wizerunku grzecznej nastolatki Aguilera męczyła się długie cztery lata. Stanowczo żądała tego od niej wytwórnia płytowa RCA, która w wylansowanie Christiny zainwestowała okrągły milion dolarów i nie miała zamiaru ryzykować. Specjaliści od PR i styliści pod kierunkiem apodyktycznej wizażystki Trish Sommerville zdecydowali, że 17-latka musi rozjaśnić i wyprostować włosy, chodzić w pantofelkach na wysokim, ale cienkim obcasie i ubierać się w skąpe różowo-białe wdzianka. Miała być jak Barbie: podniecająca i zarazem dziecinna. W tym samym duchu wybierano dla Christiny repertuar. „Śpiewałam tylko o platonicznej miłości, przytulaniu, trzymaniu za rączkę. Jezu! Ile można!”, denerwuje się gwiazda, wydymając wargi z odrazą. „Byłam już dorosła. Musiałam zmienić styl, kompletnie zgłupiałam!” Bunt narastał od wielu miesięcy, jednak z całą siłą wybuchł wiosną tego roku. „Przeżyłam w kwietniu załamanie nerwowe”, przyznaje gwiazda. „Poczułam się oszukana przez mojego menażera i zdradzona przez ukochanego chłopaka. Na dobitkę okazało się, że część moich przyjaciół interesuje się bardziej moimi pieniędzmi niż mną. Przez jedną straszną chwilę myślałam, że nie mogę już nikomu na tym świecie ufać. Nikomu nie mogę się wypłakać. I wtedy przypomniałam sobie, że mam przecież rodzinę. Wyszłam z dołka dzięki mamie…”

Zbuntowana gwiazda postanowiła nagrać własną płytę, na której bez cenzury i lukru opowie o swoim życiu. Tytuł „Stripped” (obnażona) powinien właściwie tłumaczyć wszystko. „Cały album jest oparty na moich doświadczeniach. Bez ogródek śpiewam o wszystkim, co mnie boli. Wracam do tych najgorszych wspomnień. Pamiętam, co to za uczucie bać się każdego dnia, że ojciec zacznie bić mnie i mamę. Miałam osiem lat, gdy rodzice się rozwiedli, ale do tego czasu naprawdę sporo przeżyłam. Mój tata, z pochodzenia Ekwadorczyk, był zawodowym wojskowym i miał ciężką rękę. Nigdy nie przebaczyłam mu tego, że się nad nami znęcał”.

„Czy miewam nocne koszmary?”, Christina powtarza moje pytanie i na chwilę zastyga, a jej usta rozchylają się powoli w tajemniczym uśmiechu. „Rzadko śni mi się coś złego. W nocy nie przeżywam swoich występów, nie wracam do smutnego dzieciństwa. Częściej mam sny i fantazje erotyczne. To chyba normalne, nie?”, kończy, badając wzrokiem moją reakcję.
„Seks jest najbardziej naturalną rzeczą na świecie”, mówi szybko, jakby chciała to z siebie wyrzucić jednym tchem. „Nie jestem małą dziewczynką, która na prawo i lewo plecie bzdury, że ma 20 lat i dalej jest dziewicą. Nie jestem pruderyjna i zakłamana. Gdy kręcę pupą na scenie, nie udaję, że to tylko niewinny układ choreograficzny. Mam latynoski temperament i to naprawdę nic złego, że lubię seks. Jestem od paru miesięcy dorosła i mogę chodzić do klubów, na randki, mogę pić drinki. Mogę się kochać”.

Nietrudno jest skojarzyć, kogo ma na myśli Aguilera, zresztą zaraz rozwiewa wątpliwości. „To nie jest tak, że Britney jest grzeczną dziewczynką, a ja jestem puszczalska. Mówię głośno o tym, o czym ona nie chce mówić w ogóle. To cała różnica”.

Między piosenkarkami są jednak jeszcze inne różnice. Aguilera zdobyła w ciągu trzech lat trzy prestiżowe nagrody Grammy. Jednak to Britney zarobiła w tym czasie ponad trzy razy więcej niż rywalka. Mają też inny gust, co do mężczyzn. Spears jeszcze, jako 13-latka zakochała się w ślicznym blondynku Justinie Timberlake’u. Wieloletnia przyjaźń najpierw przerodziła się w miłość, a kilka miesięcy temu rozpadła jak domek z kart, pozostawiając Britney w głębokiej depresji. Od mężczyzn, którzy „kręcą” Aguilerę, bogatsza koleżanka uciekałaby, gdzie pieprz rośnie. „Uwielbiam normalnych chłopaków z ulicy”, rozmarza się Christina. „Niegrzecznych i nieco nieokrzesanych. Z tatuażami i bliznami, ale zarazem ze złotym sercem. Niestety, takie chłopaki nie umieją żyć w świetle reflektorów. Rzadko w ogóle robią coś legalnego, a na pewno trzymają się z daleka od dziewczyn takich jak ja”. Gdy pytam, gdzie spotyka swoich łobuziaków, gwiazda wzrusza ramionami. „Umawiam się na randki przez przyjaciół. Wtedy wiem, że nikt mnie nie skrzywdzi”. Christina randkuje od kilku miesięcy. Wcześniej przez dwa lata była związana z tancerzem ze swojego zespołu. „Jorge…”, szepcze, „to ciepły i dobry chłopak, ale tamten etap życia mam za sobą. Póki, co – szukam swojego królewicza”.

W drzwiach garderoby staje potężny Murzyn i wypowiada kilka słów takim basem, że szklanka z sokiem pomarańczowym, która stoi na stoliku obok sofy, zaczyna niebezpiecznie drżeć. Po minie poznaję, że uprzejmie zwraca mi uwagę, że czas wywiadu minął. Ostatni raz rzucam okiem na Christinę. W kusej koszulce gwiazda trzęsie się z zimna. Pytam, dlaczego nie ubierze się w coś cieplejszego. W odpowiedzi zdecydowanie potrząsa głową. Nie! Nie jest jej wcale zimno. Poza tym musi być seksowna i dorosła. Żakiet, czy choćby bluza nie pasowałyby do jej wizerunku. Wychodząc słyszę, jak zanosi się mokrym kaszlem.



Możliwość komentowania jest wyłączona.