Lotus

RECENZJA: Portal EW.com ocenia album „Lotus”!

W sieci pojawiła się kolejna recenzja nadchodzącego albumu Christiny Aguilery. Tym razem ocenie płytę poddał magazyn Entertainment Weekly. Dziennikarka gazety, Melissa Maerz nie wypowiada się o „Lotus” w tak optymistycznych słowach jak portal 4music zarzucając mu niespójność przekazu, oraz przytłaczającą produkcję. Pomimo wad wytkniętych krążkowi autorka docenia siłę przekazu oraz wokal Christiny. Aby zapoznać się z całością tłumaczenia należy kliknąć w opcję „czytaj więcej…”

Mówicie, że chcecie rewolucji ? Dobre wieści ! Christina Aguilera właśnie uformowała armię klonów gotową na wojnę w „Army of Me” jednym z wielu potężnych hymnów opiewających niezależność, jakie można usłyszeć na jej piątym studyjnym albumie „Lotus”. „Jest tu tysiące moich twarzy/zamierzamy powstać/za każdy raz gdy mnie oszukałeś/musisz stoczyć walkę z armią, armią mnie samej.” Rodzi się pytanie: wzniosą się przeciwko komu ? Czy cały świat naprawdę się obrócił przeciwko niej, czy to tylko wymówka, by założyć wojskowe bojówki ?

Jeśli to wszystko brzmi, jakby Aguilera była w walecznym nastroju, nie ma w tym niespodzianki. Od kiedy w 2010 roku wydała swoje piąte koło u wozu, „Bionic”, wzięła rozwód, została obrzucona pomidorami za swój aktorski debiut w „Burlesque” i w końcu odbiła się od dna przyjmując posadę w „The Voice”, czołowym programie stacji NBC. Niestety jej sprzeczne przekazy stają się zbyt często niezamierzenie zabawne. Zaraz po tym gdy wzywa Amerykę do „wyłączenia nienawiści” w „Make The World Move”, elekroniczno-soulowym duecie z kolegą z planu zdjęciowego Cee Lo Green, daje siarczystego kopniaka swoim wrogom w „Circles” mówiąc im, by „zakręcili spiralę wokół jej środkowego palca.” Trudno jest też wczuć się w pokojowy nastrój „Let There Be Love”, gdy w dodatkowym utworze „Shut Up” zaprasza swoich szyderców do „ssania jej fiuta”.

Z mega producentami takimi jak Max Martin, Shellback czy Lucas Secon za plecami i wspierana przez „The Voice”, „Lotus’ powinien być jej wielkim mainstreamowym powrotem. Okazjonalnie wciąż potrafi wznieść się w refrenie niczym rosyjski sztangista (patrz: Sing For Me), szkoda, że większość kawałków zagłusza produkcją jej wokal, spłycając wszystkie emocje, nim w ogóle zdąży zabrzmieć gorzko. Niejasne jest na kogo Aguilera jest tutaj zła, ale czasem „Lotus” potrafi sprawić, że masz ochotę zmienić faceta.

OCENA: 3-

%d bloggers like this: