Lotus

RECENZJA: That Grape Juice ocenia „Lotus”!

Dwa lata mogą nie być najdłuższym okresem czasu. Mimo to, ostatnie 730 dni w karierze Christiny Aguilery przyniosły jej wiele wyzwań. Dla wielu, najbardziej godnym uwagi był brak sukcesu albumu Bionic – jej krążka z 2010 roku, którego spotkał zły los. Choć został on pozytywnie przyjęty przez krytyków, walczył na listach przebojów, by w końcu upaść szybko w popową otchłań.

Wystarczy jednak przyspieszyć wydarzenia i dojść do dnia dzisiajeszego, a klimat staje się jaśniejszy dla “Wojowniczki”, jak sama nazwała siebie Aguilera. Udział w The Voice pozwolił na to, aby „Marka Xtina” wróciła na rynek, rozjaśniając jej “powrót”.

W albumie ochrzczonym jako Lotus, piątym krążku piosenkarki, od samego początku warte uwagi jest to, że pomimo chlubienia się opowieściami o „wolności” czy „wyrażania siebie”, to pierwsza płyta piosenkarki, po jej debiucie, który nie jest oparty na żadnym motywie przewodnim. Potwierdza nim ona swoją pozycję, jako jedna z najbardziej znanych artystów podejmujących ryzyko. Nie tylko dlatego, że największy sukces osiągnęła dzięki albumom opartym na określonej koncepcji, ale również dlatego, że żyjemy w erze, w której piosenki z pierwszej dziesiątki hitów brzmią tak samo, różniąc się tylko tekstem.

Już od początku Aguilera niejako odstawała od reszty, a w nowej erze stawki będą zarówno wyższe jak i ostrzejsze. That Grape Juice stawił się dziś na eksluzywne osłuchania albumu Lotus w siedzibie Sony Music London. Sprawdźmy, czy ryzyko podjęte przez nią się opłaciło…

Podróż z krążkiem rozpoczyna Lotus Intro. Ma długość pełnej piosenki, jest balladą w stylu elektro, przypominającą muzykę Enyi, kojąca, ze wspaniałą produkcją wokalną Alexa da Kida. A kiedy w utworze następuje narracja mówiąca o emocjonalnej wolności, nastraja słuchacza na cały album, ukazując nie tylko Głos, a Ten Głos.

Od grzmiącego wokalu w pierwszym singlu Your Body, do przejmującego w Cease Fire. Christina nie pozostawia wątpliwości co do tego, że jej głos pochodzi nie z tego świata, inaczej mówiąc, jest wybitny. I mimo to, że świat zna ten głos od prawie 15 lat, jest jednym z tych, które nigdy nie przestają hipnotyzować – szczególnie na jej ostatnim albumie. Nie ma tu pomyłki, Lotus jest paczką od Świętego Mikołaja z potencjalnymi hitami.

Wyprodukowane przez Popowego Mistrza Maxa Martina, Let There Be Love, jest jednym z wielu wyróżniających się kawałków. Przeznaczony na klubowe parkiety (“let there be love, here here in this club)”, wysokooktanowe brzmienie ukazuje Aguilerę flirtującą z Electro-Popem, który dominował na listach w czasie, kiedy ona siedziała na ławce. Jednakże, kawałek ten unika zwyczajnego obszaru, bo jest uszyty niemal na miarę na wokal Aguilery. Śpiewa bez wysiłku, komplementując pulsacyjną produkcję, z jej markowymi akrobacjami wokalnymi.

Tempo zwalnia przy Sing For Me. To ballada r’n’b, której tekst zawiera w sobie zarówno smutek jak i triumph, a opowiada o trudnościach I ich przezwyciężaniu. “I sing ‘cause I’m winning, I’m singing for me” śpiewa Aguilera w produkcji Aeona Manahana. Stosując się do uniwersalnej zasady “klasycznej ballady”, Sing For Me jest jedną z lepszych. Podobnie z Army of Me, pożycza ona efekt z tej samej szkoły „wiary w siebie” – tylko z kilkoma decybelami głośniej. Jest to zabarwiony rockiem kawałek z ciężkimi bębnami, który wydaje się być pewnym fist-pumperem, jednak w refrenie ukazuje się nam trochę muzyki dance. Co powinno być jednym, zabójczym cięciem, brzmi jak trzy piosenki zamknięte w jednej.

To minuta skazy na tym albumie, na którym, w całej swojej dobroci, nie brakuje momentów, kiedy pytamy „dlaczego”? Rzeczywiście, niektórzy mogą zapytać, „dlaczego” kawałek Red Hot Kinda Love znalazł się na albumie. „Dlaczego” Christina śpiewa z tym dziwnym „wyspiarskim” akcentem w Around The Word. I „dlaczego” – mimo dawki zabawy – Circles wciąż traci. Współnapisany przez samą Aguilerę kawałek wycelowany jest w hejterów, nakazując im kręcić się „dookoła, dookoła, s**********, dookoła” jej środkowego palca. Jak na artystkę, która naturalnie rzuca „cool” to zbyt wymyślone.

Mimo to, Lotus to coś więcej niż szereg solidnych kawałków. Koledzy z The Voice się pojawili w przyjemnych występach w piosenkach Make The World Move i Just a Fool. Pierwszy z nich, utwór lekko funkowy, prosi ludzi, by „zwiększyli miłość, zmniejszyli nienawiść”. Kawałek jest smakowity i co ważne, nie jest polityczne. Dobrym posunięciem byłoby wypuszczenie piosenki jako singla, na sam koniec promocji. W międzyczasie, Claude Kelly napisał Just a Fool, co byłoby testem, jak Aguilera poradziłaby sobie na rynku country, jeśli kawałek zostałby kiedykolwiek wydany.

Jednak to kawałek stworzony przez Się, Blank Page, jest centralną częścią albumu. Krewny hitu Aguilery z 2002 roku, Beautiful, oszałamiająca ballada posiadająca rzadką dziś produkcję i ukazuje długość, szerokość i siłę jej głosu. Tego głosu.

Z albumem Lotus, Aguilera dostarcza swój najbardziej fascynujący zestaw od czasów Stripped. W czasach kiedy miejsca na listach zajmują głosy bez głosów, Christina daje nam „ten wokal”, przywraca go w piosenkach, które są bardzo zróżnicowane. Są umiejętnie zebrane razem z jej znakami towarowymi (“ya ya”, “ha”, i pieszczotliwe warczenie na zakończenie każdej piosenki). Pakiet zawierający kawałki gotowe dla radia, nie zagraża albumowi przyjęcia kompromisu, który umniejszałby znaczenie tekstów.

To definicja Najwyższego Popu, Lotus dostarcza nam jeden z najbardziej odżywczych albumów ostatnich lat. Zapamiętajcie, to 13 listopada!

Ocena: 4/5.

%d bloggers like this: